Sąd Najwyższy po raz pierwszy stwierdza, że umowy frankowe są nieważne. Doskonała wiadomość dla tysięcy kredytobiorców posiadających kredyty powiązane z walutami obcymi. Co oznacza nieważność umowy? – zapraszam do lektury.

Sąd Najwyższy w kwietniu br. opublikował uzasadnienie wyroku z dnia 11 grudnia 2019 r. Po raz pierwszy opowiedział się za nieważnością umów kredytów waloryzowanych kursem waluty obcej, nazywanych często „kredytami frankowymi” (wnioski SN odnoszą się jednak również do innych walut). Jest to przełomowe orzeczenie, ponieważ stanowi zmianę dotychczasowego poglądu Sądu Najwyższego, zmianę zgodną z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (m.in. w polskiej sprawie „Dziubak”).

Przyczyny nieważności

Sąd Najwyższy po raz kolejny podkreślił, że nieuczciwe jest dowolne wyznaczanie przez bank kursów waluty obcej, które następnie są brane pod uwagę do wyliczenia wypłaconej kwoty kredytu oraz wysokości raty.

Tego typu zapisy stanowią tzw. klauzule niedozwolone, które są bezskuteczne, czyli nie mają mocy wiążącej już od dnia zawarcia umowy. Wykreślenie tego typu zapisów spowodowałoby powstanie kredytów złotowych, ale oprocentowanych według stawki procentowej właściwej dla kredytu walutowego (w oparciu o wskaźnik LIBOR).

Sąd słusznie wyjaśnił, że teoretycznie tego typu umowa mogłaby być dalej wykonywana. Jest to technicznie możliwe, stąd też wcześniejsze orzeczenia SN, wskazujące na konieczność wykonywania umowy w złotówkach, ale z zachowaniem niskiego oprocentowania wskazanego w umowie.

Aktualnie, SN odszedł jednak od tego stanowiska. Wyeliminowanie klauzul waloryzacyjnych w ocenie SN musi prowadzić do nieważności całej umowy kredytu, ponieważ wykreślenie tych zapisów, stanowi tak istotną ingerencję w treść umowy, że zmianie ulega jej charakter prawny. Z tego względu cała umowa musi być uznana za nieważną.

Stanowisko SN potwierdza zatem dokonaną wcześniej wykładnię prawa europejskiego dokonaną przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie „Dziubak” (C-260/18).

Konsekwencje nieważności umowy

Umowa jest nieważna. Dobrze. Jednak co tak naprawdę ta nieważność oznacza dla kredytobiorcy?

Przede wszystkim nieważność oznacza, że umowa nie obowiązuje, a zatem nie ma obowiązku płacenia kolejnych rat kredytu.

Co więcej?

Trzeba się rozliczyć z dotychczasowego okresu. Bank musi oddać wszystkie zapłacone raty kredytu, natomiast kredytobiorca powinien zwrócić kwotę kredytu, która rzeczywiście została mu wypłacona. Oczywiście bank powinien zgłosić kredytobiorcy swoje roszczenie, czego w prowadzonych postępowaniach banki zazwyczaj nie robią, a zatem w wyroku sąd powinien zasądzić na rzecz kredytobiorcy dochodzoną kwotę (sumę zapłaconych rat).

Wyrok ustalający nieważność umowy pozwala również na wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej nieruchomości. Nieruchomość będzie zatem „czysta”.

Jak widać nieważność umowy wiąże się z szeregiem korzyści dla kredytobiorcy. Korzyści te trzeba jednak wywalczyć w sądzie, ponieważ banki nadal nie są skłonne do polubownego zakończenia sporu. A jeżeli w ogóle cokolwiek proponują, to są to rozwiązania zdecydowanie mniej korzystne (np. rozliczenie kredytu po kursie średnim NBP, co wyklucza zarówno TSUE, jak również SN).

Jakie zagrożenia?

Nieważność umowy oznacza z jedne strony dużą korzyść dla kredytobiorcy, z drugiej stratę dla banku. Z tego względu banki próbują jak mogą zniechęcać kredytobiorców do wnoszenia kolejnych pozwów.

Głośnym w ostatnim czasie pomysłem, jest straszenie kredytobiorców dochodzeniem przez bank wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, w przypadku ustalenia nieważności umowy.

Tego typu roszczenia mają jednak wątpliwą podstawę prawną, a w orzecznictwie pojawiły się już pierwsze orzeczenia oddalające tego typu żądania banków – jak wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 20 lutego br.

Pomimo tego, banki nadal straszą klientów kredytobiorców roszczeniami. Z pomocą przyszedł jednak Rzecznik Finansowy, który na skutek tego typu działań Raiffeisen Bank International AG skierował przeciwko bankowi pozew w związku ze stosowaniem nieuczciwych praktyk rynkowych.

Dopóki nie ukształtuje się jednolita linia orzecznicza w tym zakresie, banki z pewnością będą podnosiły argument wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, chcąc odstraszyć kredytobiorców przed dochodzeniem sprawiedliwości w sądzie i unieważnienia umowy.